PRZEKAZ 173
PONIEDZIAŁEK W JEROZOLIMIE
WCZESNYM rankiem, w poniedziałek, zgodnie z wcześniejszą
umową, Jezus i apostołowie zebrali się w domu Szymona w Betanii
i po krótkiej rozmowie wyruszyli do Jerozolimy. Kiedy tak szli w kierunku
Świątyni, Dwunastu dziwnie milczało; nie pozbierali się
jeszcze z przeżyć dnia poprzedniego. Oczekiwali czegoś, byli
wystraszeni i głęboko przejęci jakimś poczuciem dystansu
wynikającym z nagłej zmiany taktyki Mistrza, połączonej z
jego poleceniem, aby nie angażować się w żadne publiczne
nauczanie przez cały tydzień paschalny.
Gdy grupa apostolska schodziła z Góry Oliwnej, Jezus prowadził,
apostołowie szli za nim w pełnej medytacji ciszy. Tylko jedna
myśl zajmowała wszystkich, z wyjątkiem Judasza Iskarioty, a
mianowicie: Co Mistrz dzisiaj zrobi? Jedyną myślą
zajmującą Judasza, było: Co mam zrobić? Czy mam zostać
z Jezusem i moimi współbraćmi, czy powinienem się wycofać?
A jeśli odejdę, w jaki sposób mam zerwać?
Około dziewiątej tego pięknego ranka dotarli do
Świątyni. Weszli od razu na wielki dziedziniec, gdzie Jezus tak
często nauczał i po pozdrowieniu wiernych, którzy na niego czekali,
Jezus wszedł na jedną z platform dla nauczających i
zaczął przemawiać do gromadzącego się tłumu.
Apostołowie oddalili się nieco i oczekiwali rozwoju wypadków.
1. OCZYSZCZENIE
ŚWIĄTYNI
W związku z nabożeństwami i obrzędami religijnymi w
Świątyni rozwinął się wielki handel. Interesy te
polegały na dostarczaniu odpowiednich zwierząt na różne ofiary.
Aczkolwiek pozwalano na to, żeby wierny dostarczył swoją
własną ofiarę, faktem pozostawało, że zwierzę to
musiało być zupełnie bez „skazy” według prawa lewickiego i
zgodnie z interpretacją oficjalnych inspektorów Świątyni.
Niejeden wierny przeżył upokorzenie, kiedy jego domniemanie
doskonałe zwierzę zostało odrzucone przez inspektorów
świątynnych. Dlatego też stało się powszechną
praktyką kupowanie zwierząt ofiarnych w Świątyni i
chociaż było kilka punktów w pobliżu Góry Oliwnej, gdzie
można je było kupić, modne stało się kupowanie
zwierząt wprost z zagród świątynnych. Stopniowo
przyjął się zwyczaj sprzedawania wszelkiego rodzaju
zwierząt ofiarnych na dziedzińcach Świątyni. W ten sposób
rozwinęła się szeroka działalność handlowa,
przynosząca ogromne zyski. Część tych dochodów
zarezerwowana była dla skarbu Świątyni, ale znaczna ich
większość dostawała się pośrednio w ręce
rodzin rządzących wyższych kapłanów.
Sprzedaż tych zwierząt w Świątyni kwitła,
ponieważ kiedy wierny kupował zwierzę, choć cena mogła
być dość wysoka, nie musiał już nic więcej
płacić i mógł być pewny, że planowana ofiara nie
zostanie odrzucona z powodu posiadania rzeczywistych czy proceduralnych skaz. W
takim czy innym czasie system zawyżonych cen narzucano prostym ludziom,
szczególnie w czasie świąt narodowych. W pewnym okresie chciwi
kapłani posunęli się tak daleko, że domagali się
równowartości tygodnia pracy za parę gołębi, którą
powinno sprzedawać się biednym za parę groszy. „Synowie Annasza”
zaczęli już zakładać bazary na terenie Świątyni;
te czysto handlowe targowiska przetrwały do czasu ich ostatecznego
zburzenia przez tłum na trzy lata przed zniszczeniem samej
Świątyni.
Jednak handel zwierzętami ofiarnymi i sprzedaż różnorodnych
towarów nie były jedynym rodzajem profanacji dziedzińców
Świątyni. W tym czasie rozwijał się szeroki system bankowy
i komercyjna wymiana, które były prowadzone właśnie na
dziedzińcach Świątyni. A doszło do tego wszystkiego w
następujący sposób. Za czasów dynastii asmonejskiej Żydzi bili
własne srebrne monety i weszło w zwyczaj płacenie
świątynnych opłat pół szekla i wszelkich innych
świadczeń na rzecz Świątyni w żydowskiej monecie.
Zgodnie z tym przepisem, właściciele kantorów mieli licencje na
wymianę różnego rodzaju waluty będącej w obiegu w
całej Palestynie i innych prowincjach Cesarstwa Rzymskiego na
ortodoksyjnego szekla, bitego przez Żydów. Podatek świątynny za
osobę, płacony przez wszystkich oprócz kobiet, niewolników i
nieletnich, wynosił pół szekla; była to moneta wielkości
dziesięciu centów, ale dwa razy grubsza. W czasach Jezusa kapłani nie
musieli płacić podatku świątynnego. Zgodnie z tym, od 15 do
25 dnia miesiąca poprzedzającego Paschę, upoważnieni do tej
wymiany ustawiali swoje kantory w głównych miastach Palestyny, żeby
dostarczyć ludziom odpowiednich pieniędzy na wywiązanie się
z opłat świątynnych po przyjściu do Jerozolimy. Po tym
dziesięciodniowym okresie wymieniający przenosili się do
Jerozolimy i ustawiali swoje stoły wymiany na dziedzińcach
Świątyni. Mieli zezwolenie pobierania równowartości trzech do
czterech centów prowizji od monety wartości około dziesięciu
centów; w przypadku wymiany monet o większej wartości mieli
zezwolenie inkasować podwójnie. Świątynni bankierzy czerpali
również zyski z wymiany wszystkich pieniędzy przeznaczonych na zakup
zwierząt ofiarnych, spłatę ślubów i na datki.
Właściciele kantorów w Świątyni nie tylko prowadzili
normalną działalność bankową dla profitu,
pochodzącego z wymiany ponad dwudziestu różnych rodzajów
pieniędzy, które odwiedzający pielgrzymi okresowo przynosili do
Jerozolimy, ale zajmowali się również wszelkimi innymi transakcjami
typowymi dla działalności bankowej. Zarówno skarb Świątyni,
jak i zarządcy Świątyni czerpali ogromne zyski z tej działalności
handlowej. Zdarzało się, że w świątynnej skarbnicy
przetrzymywano równowartość ponad dziesięciu milionów dolarów,
podczas gdy prości ludzie marnieli w ubóstwie i wciąż
płacili te niesprawiedliwe opłaty.
W poniedziałkowy ranek, pośród tego hałaśliwego
skupiska właścicieli kantorów, kupców i sprzedawców bydła, Jezus
próbował nauczać ewangelii królestwa niebiańskiego. Nie był
osamotniony w swym oburzeniu na taką profanację Świątyni;
zwykli ludzie, a zwłaszcza Żydzi przybywający z zagranicy,
również szczerze się oburzali na tę paskarską
profanację ich narodowego domu modlitwy. W tym czasie sam Sanhedryn
odbywał regularne narady w pomieszczeniu otoczonym przez całą
tę paplaninę i zamieszanie, czynione przez kupców i
właścicieli kantorów.
Kiedy Jezus miał zaczynać swoje przemówienie, wydarzyły
się dwie rzeczy, które przykuły jego uwagę. Przy pobliskim
kantorze wybuchnął gwałtowny i ożywiony spór o domniemane
oszukanie Żyda z Aleksandrii, podczas gdy w tej samej chwili powietrze
rozdarł ryk stada blisko stu wołów, pędzonych z jednych zagród
zwierzęcych do drugich. Gdy Jezus przerwał, milcząco, ale
uważnie przypatrując się tej scenie handlu i zamieszania,
spostrzegł w pobliżu prostego Galilejczyka, człowieka, z którym
raz rozmawiał w Jireon, wyśmiewanego i poszturchiwanego przez butnych
i uważających się za lepszych Judejczyków; i to wszystko razem
spowodowało jeden z tych dziwnych i okresowych wybuchów oburzenia w duszy
Jezusa.
Ku zdumieniu apostołów, stojących tuż obok i którzy nie
brali udziału w tym, co wkrótce nastąpiło, Jezus zszedł z
platformy do nauczania i podchodząc do chłopca, który
pędził stado przez dziedziniec, zabrał mu pleciony bicz i szybko
wygnał zwierzęta ze Świątyni. Ale to nie było
wszystko; krocząc majestatycznie przed zdziwionym wzrokiem tysięcy
ludzi zgromadzonych na dziedzińcach Świątyni, podszedł do
najdalszej zagrody dla bydła i zaczął otwierać bramy
każdej kolejnej przegrody i wypuszczać uwięzione zwierzęta.
W tym czasie zgromadzeni tam pielgrzymi, podekscytowani, z wielkim wrzaskiem
ruszyli w stronę bazaru i zaczęli przewracać stoły
właścicieli kantorów. Nie minęło pięć minut, jak
cały handel został wymieciony ze Świątyni. Kiedy na
scenę wkroczyła pobliska gwardia rzymska, wszędzie był
spokój, tłum stał w porządku. Jezus, wracając na
mównicę, przemówił do tłumów: „Dzisiaj byliście
świadkami tego, co jest napisane w Piśmie Świętym: «Mój dom
będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów, a wy uczyniliście
z niego jaskinię zbójców»”.
Ale zanim zdołał wyrzec następne słowa, wielkie
zgromadzenie wybuchło hosannami chwały i niebawem tłum
młodzieńców wyszedł z tłumu i zaśpiewał hymn
dziękczynny, wyrażając uznanie, że profani i
spekulujący kupcy zostali wyrzuceni z poświęconej
Świątyni. W tym czasie zjawili się jacyś kapłani i
jeden z nich rzekł do Jezusa: „Czy ty nie słyszysz, co mówią
dzieci lewitów?”. A Mistrz odpowiedział: „Czy nigdy nie czytałeś
«Z ust niemowląt i ssących zgotowałeś sobie
chwałę»?”. I przez resztę tego dnia Jezus nauczał;
straże, postawione przez ludzi pilnowały każdej bramy i nie
pozwoliły nikomu przenieść nawet pustego naczynia przez
dziedzińce Świątyni.
Kiedy wyżsi kapłani i uczeni w Piśmie usłyszeli, co
się zdarzyło, odebrało im mowę. Jeszcze bardziej bali
się Mistrza i jeszcze bardziej byli zdeterminowani, żeby go
zgładzić. Ale byli kompletnie zaskoczeni. Nie wiedzieli, jak go
uśmiercić, gdyż bardzo bali się tłumów, które teraz
tak otwarcie aprobowały wyrzucenie przez niego bluźnierczych
spekulantów. I przez cały ten dzień, dzień ciszy i spokoju na
dziedzińcach Świątyni, ludzie słuchali Jezusowej nauki i
dosłownie pochłaniali jego słowa.
Apostołowie nie potrafili zrozumieć tego zaskakującego czynu
Jezusa. Byli tak bardzo zaszokowani nagłym i niespodziewanym
posunięciem Mistrza, że w trakcie tych wszystkich wypadków
stłoczyli się razem, blisko mównicy; nie ruszyli nawet palcem, aby
pomóc w oczyszczeniu Świątyni. Gdyby tak spektakularne zdarzenie
nastąpiło dzień wcześniej, w trakcie triumfalnego przybycia
Jezusa do Świątyni na zakończenie jego zgiełkliwej procesji
wchodzącej przez bramy miasta, przy głośnej owacji tłumów,
byliby gotowi na to, jednak w tym wypadku, byli zupełnie nieprzygotowani
do wzięcia w tym udziału.
Oczyszczenie Świątyni było wyrazem stanowiska Mistrza wobec
komercjalizacji praktyk religijnych, jak również jego wstrętu wobec
wszelkich form nieuczciwości i spekulacji dokonywanych kosztem biednych i
niewykształconych. Wypadki te ukazały
również, że Jezus nie aprobował odmowy stosowania siły dla
ochrony większości jakiejkolwiek danej grupy ludzkiej przeciw
niesprawiedliwym i zniewalającym ją praktykom niesprawiedliwej mniejszości,
która może się obwarować władzą polityczną,
finansową czy eklezjastyczną. Sprytnym, niegodziwym i podstępnym
ludziom nie można pozwolić na zrzeszanie się w celu eksploatacji
i ucisku tych, którzy z powodu swego idealizmu nie chcą używać
siły dla swojej obrony, czy też dla wspierania swych chwalebnych
planów życiowych.
2.
KWESTIONOWANIE AUTORYTETU MISTRZA
Triumfalne wejście do Jerozolimy w niedzielę tak bardzo
zatrwożyło żydowskich przywódców, że nie aresztowali
Jezusa. Dzisiaj to widowiskowe oczyszczenie Świątyni również
skutecznie opóźniło aresztowanie Mistrza. Dzień po dniu
żydowscy przywódcy stawali się coraz bardziej zdeterminowani, aby
zgładzić Jezusa, ale obawiali się dwóch rzeczy, które
przyczyniły się do opóźnienia momentu ich działania. Wyżsi
kapłani i uczeni w Piśmie nie chcieli aresztować Jezusa w
miejscu publicznym, ze strachu, żeby tłumy się nie obróciły
przeciw nim w furii oburzenia; przerażała ich także
możliwość wezwania gwardii rzymskiej do stłumienia
powstania ludowego.
W czasie południowej sesji Sanhedrynu, kiedy żaden przyjaciel
Mistrza nie wziął udziału w zebraniu, jednogłośnie
postanowiono, że Jezusa należy bezzwłocznie zgładzić.
Ale nie mogli dojść do porozumienia, kiedy i jak go pojmać. W
końcu zgodzili się wyznaczyć pięć grup, aby
poszły między ludzi i próbowały uwikłać go w jego
nauczaniu lub w inny sposób zdyskredytowały go w oczach tych, którzy
słuchali jego nauk. Dlatego też, około czternastej, kiedy Jezus
zaczął swoją rozprawę na temat „Wolność
synostwa”, grupa starszych Izraela podeszła do niego i przerywając mu
w zwyczajowy sposób, zadała pytanie: „Jakim prawem czynisz te rzeczy? Kto
ci dał upoważnienie”?
Było zupełnie właściwe, że zarządcy
Świątyni i urzędnicy żydowskiego Sanhedrynu powinni
zadać takie pytania każdemu, kto ośmielał się
nauczać i zachowywać w tak niezwykły sposób, jaki cechował
Jezusa, zwłaszcza w świetle jego niedawnego postępowania i
likwidacji całego handlu w Świątyni. Wszyscy kupcy i
właściciele kantorów działali na podstawie wyraźnego zezwolenia
najwyższych zarządców, a procent od ich zysków powinien trafiać
bezpośrednio do skarbnicy Świątyni. Nie zapominajcie, że autorytet
był hasłem przewodnim wszystkich Żydów. Prorocy zawsze
wywoływali niepokój, ponieważ tak otwarcie ośmielali się
nauczać bez autorytetu, bez odpowiedniej edukacji rabinicznych akademii i
późniejszego przepisowego wyświęcenia przez Sanhedryn. Brak tego
rodzaju autorytetu, w powiązaniu z agresywnym publicznym nauczaniem,
uważany był za oznakę ignoranckiej zarozumiałości albo
za otwarty bunt. W tamtym czasie tylko Sanhedryn mógł wyświęcić
starszego albo nauczyciela i taka ceremonia odbywała się w
obecności co najmniej trzech osób, które poprzednio również były
w taki sposób wyświęcone. To wyświęcenie nadawało
nauczycielowi tytuł „rabina” i upoważniało go również do
pełnienia funkcji sędziego, „wiążącego i
rozwiązującego sprawy, jakie mogły być mu przedstawione do
rozstrzygnięcia”.
Zarządcy Świątyni przyszli tego popołudnia do Jezusa i
kwestionowali nie tylko jego naukę, ale także jego czyny. Jezus
dobrze wiedział, że ci właśnie ludzie od dawna nauczali
publicznie, że autorytet jego nauczania jest szatański i że
wszystkie jego wielkie czyny zostały dokonane dzięki potędze
księcia diabłów. Dlatego też Mistrz zaczął
odpowiadać na ich pytanie, zadając im kontra pytanie. Jezus
powiedział: „Chciałbym wam także zadać pytanie, na które,
jeśli mi odpowiecie, ja tak samo powiem wam, z jakiego upoważnienia
wykonuję te dzieła. Skąd pochodził chrzest Janowy? Czy Jan
miał upoważnienie z nieba, czy od ludzi”?
Kiedy pytający to usłyszeli, odeszli na stronę, aby się
naradzić między sobą, jaką mają dać
odpowiedź. Chcieli zawstydzić Jezusa przed tłumem, ale teraz
sami stanęli mocno zażenowani przed wszystkimi zgromadzonymi w tym
czasie na dziedzińcu Świątyni. I cała ich konsternacja
wyszła na jaw, kiedy wrócili do Jezusa i powiedzieli: „Co do chrztu
Janowego, nie możemy odpowiedzieć, nie wiemy”. I tak odpowiedzieli
Mistrzowi, ponieważ rozważyli między sobą: jeśli
powiemy, że z nieba, wtedy on powie – dlaczego nie wierzyliście mu i
być może doda, że dostał upoważnienie od Jana; a
jeśli powiemy, że od ludzi, wtedy tłum może wywrzeć na
nas swój gniew, gdyż większość ludzi utrzymuje, że Jan
był prorokiem; i tak zmuszeni byli przyjść do Jezusa i ludzi i
wyznać, że oni, religijni nauczyciele i władcy Izraela, nie
mogą (albo nie chcą) wyrazić swojej opinii o misji Jana. I kiedy
to powiedzieli, Jezus, patrząc na nich, rzekł: „Tak samo ja nie
powiem, z czyjego upoważnienia dokonuję tych rzeczy”.
Jezus nigdy nie zamierzał powoływać się na Jana w
sprawie swojego autorytetu; Jan nigdy nie był wyświęcony przez
Sanhedryn. Autorytet Jezusa był w nim samym i w wiecznej supremacji jego
Ojca.
Stosując taką metodę postępowania z przeciwnikami,
Jezus nie zamierzał uchylać się od odpowiedzi. Na pierwszy rzut
oka wydawać by się mogło, że zrobił mistrzowski unik,
ale tak nie było. Jezus nigdy nie chciał zdobyć niesprawiedliwej
przewagi, nawet nad swoimi nieprzyjaciółmi. W tym pozornym uniku dał
wszystkim swoim słuchaczom prawdziwą odpowiedź na pytanie
faryzeuszy odnośnie autorytetu, na którym opierała się jego
misja. Oni twierdzili, że działał mocą księcia
diabłów. Jezus wielokrotnie powtarzał, że nauczał i
działał dzięki mocy i autorytetowi swego niebiańskiego
Ojca. Żydowscy przywódcy nie chcieli tego uznać i starali się
przyprzeć go do muru, aby się przyznał, że jest nielegalnym
nauczycielem, skoro nigdy nie został zatwierdzony przez Sanhedryn.
Odpowiadając im tak, jak to zrobił, podczas kiedy nie twierdził,
że ma autorytet od Jana, zadowolił ludzi konkluzją, że
próba usidlenia go przez wrogów skutecznie obróciła się przeciw nim
samym i przyczyniła się znacznie do zdyskredytowania ich w oczach
wszystkich obecnych.
Ten właśnie geniusz Mistrza, objawiający się w
postępowaniu z jego przeciwnikami powodował, że tak bardzo
się go bali. Tego dnia nie próbowali zadawać mu więcej
pytań; odeszli, aby się jeszcze naradzić między sobą.
Ludzie jednak nie byli tak niepojętni, żeby nie zauważyć
nieuczciwości i nieszczerości w pytaniach zadawanych przez przywódców
żydowskich. Nawet prosty lud nie mógł nie zauważyć
różnicy pomiędzy moralnym majestatem Mistrza a podstępną
hipokryzją jego wrogów. Oczyszczenie Świątyni spowodowało
jednak to, że saduceusze przyłączyli się teraz do
faryzeuszów, aby zrealizować plan zgładzenia Jezusa. A w tamtym
czasie saduceusze stanowili większość w Sanhedrynie.
3.
PRZYPOWIEŚĆ O DWÓCH SYNACH
Gdy zaczepliwi faryzeusze stali w milczeniu przed Jezusem, on
popatrzył na nich, a potem powiedział: „Skoro macie
wątpliwości co do misji Jana i nastawiliście się wrogo
wobec nauki i dzieł Syna Człowieczego, nadstawcie ucha, a opowiem wam
przypowieść. Pewien wielki i szanowany właściciel ziemski
miał dwóch synów i chciał, żeby synowie pomogli mu
zarządzać jego wielką posiadłością,
przyszedł więc do jednego z nich i powiedział: «Synu, idź
dzisiaj do pracy w mojej winnicy». A ten bezmyślny syn odpowiedział
swojemu ojcu: «Nie pójdę»; ale po chwili pożałował i
poszedł. Kiedy gospodarz znalazł swego starszego syna, tak samo mu
powiedział: «Synu, idź do pracy w mojej winnicy». A ten obłudny
i niewierny syn odpowiedział: «Tak, mój ojcze, idę». Ale kiedy ojciec
odszedł, nie poszedł. Pozwólcie, że was zapytam, który z tych
synów naprawdę wypełnił wolę ojca”?
I ludzie jednogłośnie powiedzieli: „Pierwszy syn”. I wtedy Jezus
rzekł: „Właśnie tak; teraz oświadczam wam, że celnicy
i nierządnice, nawet jeśli wydają się odrzucać
wezwanie do żalu za grzechy, zobaczą błąd na swej drodze i
wejdą do królestwa Bożego przed wami, którzy macie wielkie aspiracje
do służenia Ojcu w niebie, podczas gdy odmawiacie czynienia
dzieł Ojca. To nie wy, faryzeusze i uczeni w Piśmie,
uwierzyliście Janowi, ale raczej celnicy i grzesznicy; tak samo nie
wierzycie mojej nauce, ale prości ludzie chętnie słuchają
moich słów”.
Jezus osobiście nie gardził faryzeuszami i saduceuszami.
Usiłował zdyskredytować ich system nauczania i
postępowania. Nie był wrogo ustosunkowany do nikogo, ale
nastąpiło tutaj nieuniknione zderzenie pomiędzy nową i
żywą religią ducha a starszą religią obrzędów,
tradycji i władzy.
Przez cały ten czas obok Mistrza stało dwunastu apostołów,
ale w żaden sposób nie brali udziału w tych wydarzeniach. Każdy
z Dwunastu reagował w swój specyficzny sposób na zdarzenia tych dni
zamykających służbę Jezusa w ciele i każdy z nich tak
samo pozostał posłuszny nakazowi Mistrza, aby nie nauczać
publicznie i nie głosić kazań w czasie tego tygodnia Paschy.
4.
PRZYPOWIEŚĆ O NIEOBECNYM ZIEMIANINIE
Kiedy przywódcy faryzeuszy i uczeni w Piśmie, którzy próbowali
uwikłać Jezusa swymi pytaniami, skończyli słuchać
historii o dwóch synach i odeszli, wzięli udział w jeszcze jednej
naradzie, a Mistrz, zwracając się do słuchającego go
tłumu, opowiedział kolejną przypowieść:
„Pewien dobry człowiek był właścicielem
nieruchomości i zasadził winnicę. Ogrodził ją
żywopłotem, wykopał dół na tłocznię wina i
zbudował wieżę dla strażników. Potem wydzierżawił
winnicę dzierżawcom i wyjechał w długą podróż do
innego kraju. A gdy nadeszła pora zbiorów, wysłał swoich
służących do dzierżawców, aby pobrali czynsz. Ale oni
naradzili się między sobą i nie chcieli wydać sługom
plonów należnych ich panu; zamiast tego napadli na nich, bijąc
jednych, kamienując innych, a jeszcze innych odesłali w pustymi
rękoma. I kiedy właściciel usłyszał o tym wszystkim,
wysłał innych i bardziej zaufanych służących, aby
zajęli się tymi niegodziwymi dzierżawcami, ale ci też
zostali poranieni i haniebnie potraktowani. I wtedy właściciel
wysłał swego ulubionego sługę, swojego zarządcę,
a oni go zabili. I mimo to, z cierpliwością i
wyrozumiałością, wysyłał wielu innych służących,
ale żadnego nie chcieli przyjąć. Niektórych pobili, innych
zabili i kiedy właściciel był tak traktowany, postanowił
posłać swego syna, żeby uporał się z tymi
niewdzięcznymi dzierżawcami, mówiąc sobie: «Może oni
źle potraktowali moich służących, ale z pewnością
okażą szacunek mojemu ukochanemu synowi». Jednak, kiedy ci zatwardziali
i niegodziwi dzierżawcy ujrzeli syna, rozumowali między sobą:
«To jest spadkobierca, chodźmy, zabijmy go i wtedy dziedzictwo będzie
nasze». Więc pochwycili go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy pan
winnicy usłyszy, jak odrzucili i zabili jego syna, co zrobi z tymi
niewdzięcznymi i nikczemnymi dzierżawcami?”.
A kiedy ludzie usłyszeli tę przypowieść i pytanie
Jezusa, odpowiedzieli: „On zabije tych nędznych ludzi i wydzierżawi
swą winnicę innym, uczciwym rolnikom, którzy oddadzą mu jego
plony o właściwej porze”. I kiedy niektórzy z nich, którzy to
słyszeli, spostrzegli, że ta przypowieść odnosi się do
narodu żydowskiego i traktowania przez niego proroków oraz do
zbliżającego się odrzucenia Jezusa i ewangelii królestwa, z
żałością mówili: „Nie daj Boże, żebyśmy
dalej robili takie rzeczy”.
Jezus spostrzegł grupę saduceuszy i faryzeuszy, jak torowali
sobie drogę przez tłum i przerwał na chwilę, aż
podeszli do niego i wtedy powiedział: „Wiecie, jak wasi ojcowie odrzucali
proroków i dobrze wiecie, że w swoich sercach postanowiliście
odrzucić Syna Człowieczego”. A potem, patrząc przenikliwym
wzrokiem na tych kapłanów i starszych, którzy stali obok niego, Jezus
powiedział: „Czyż nigdy nie czytaliście w Piśmie
Świętym o kamieniu, który budowniczowie odrzucili i który gdy ludzie go znaleźli, stał się
kamieniem węgielnym? Dlatego jeszcze raz was ostrzegam, jeśli nadal
będziecie odrzucać ewangelię, niebawem królestwo Boże
będzie wam zabrane i dane ludziom skłonnym do przyjęcia dobrej
nowiny i wydania owoców ducha. I tajemnica jest związana z tym kamieniem,
ponieważ ktokolwiek upadnie na niego, podczas gdy się potłucze,
będzie zbawiony; ale kogokolwiek ten kamień przywali, zostanie starty
w proch, a jego popioły zostaną rozrzucone na cztery strony
świata”.
Kiedy faryzeusze usłyszeli te słowa, zrozumieli, że Jezus
nawiązuje do nich i innych przywódców żydowskich. Bardzo chcieli go
wtedy i tam pojmać, ale bali się tłumów. Jednak słowa
Mistrza tak ich rozgniewały, że odeszli i odbyli kolejną
naradę między sobą, jak mogliby go zabić. I tego wieczora
zarówno saduceusze, jak i faryzeusze podali sobie ręce, planując
następnego dnia usidlić Jezusa.
5.
PRZYPOWIEŚĆ O UCZCIE WESELNEJ
Po tym, jak uczeni w Piśmie i władcy odeszli, Jezus raz jeszcze
przemawiał do zgromadzonego tłumu i powiedział
przypowieść o uczcie weselnej:
„Królestwo nieba można przyrównać do pewnego króla, który
wyprawiał ucztę weselną dla swego syna i rozesłał
posłańców, aby zwołali tych, których uprzednio zaprosił na
ucztę i powiedzieli: «Wszystko gotowe do wieczerzy weselnej w pałacu
króla». Otóż wielu z tych, którzy kiedyś przyrzekli, że
przyjdą, teraz nie chciało przyjść. Kiedy król
usłyszał, jak odrzucają jego zaproszenie, wysłał
następnych służących i posłańców, mówiąc im:
«Powiedzcie wszystkim tym, którzy byli zaproszeni, aby przyszli, bo oto wieczerza
jest gotowa. Moje woły i tuczniki są zabite i wszystko jest
przygotowane, aby celebrować małżeństwo mojego syna». Ale
znowu ci bezmyślni ludzie zlekceważyli wezwanie swego króla i
zajęli się swoimi sprawami, jeden poszedł do gospodarstwa, drugi
do garncarstwa, a inni do swego handlu. Jeszcze inni nie poprzestali na
zlekceważeniu królewskiego zaproszenia, ale w akcie otwartego buntu
pochwycili królewskich posłańców i haniebnie znęcali się
nad nimi, niektórych nawet zabili. I kiedy król spostrzegł, że wybrani
przez niego goście, nawet ci, którzy wstępnie przyjęli
zaproszenie i przyrzekli swe uczestnictwo w weselnej uczcie, odrzucili w
końcu jego wezwanie i zbuntowali się, napadli i zabili jego wybranych
posłańców, bardzo się rozgniewał. I wtedy obrażony
król wyprowadził swoje wojska i wojska swoich sprzymierzeńców i
kazał zabić zbuntowanych morderców i spalić ich miasto.
I kiedy ukarał tych, którzy odrzucili jego zaproszenie, wyznaczył
inny dzień na ucztę weselną i powiedział swoim
posłańcom: «Ci, którzy pierwsi byli zaproszeni na ślub, nie byli
tego godni; więc idźcie teraz na rozstaje dróg, na ulice, a nawet
poza granice miasta i zaproście tak wielu, ilu znajdziecie, a nawet
obcych, aby przyszli i wzięli udział w weselnej uczcie». I
słudzy rozeszli się po drogach i poszli do miejsc położonych
na uboczu i zebrali tak wielu, jak tylko mogli znaleźć, dobrych i
złych, bogatych i biednych, tak że w końcu izba weselna
napełniła się gośćmi, chętnymi do przybycia.
Kiedy wszystko było gotowe, wszedł król, żeby się
przypatrzyć gościom i ku swemu zdziwieniu zobaczył tam
człowieka nieubranego w szatę weselną. Ponieważ król
bezpłatnie zaopatrzył w odzież weselną wszystkich
gości, zwracając się do tego człowieka, powiedział:
«Przyjacielu, jak to się stało, że na tę
uroczystość wszedłeś do gościnnej sali bez szaty
weselnej?». Jednak ten nieprzygotowany człowiek zaniemówił. Wtedy
powiedział król swoim sługom: «Wyrzućcie tego bezmyślnego
gościa z mojego domu, aby podzielił los wszystkich innych, którzy
odrzucili moją gościnność i odmówili mojemu zaproszeniu.
Nie chcę mieć tutaj nikogo, z wyjątkiem tych, którzy z
radością przyjęli moje zaproszenie i którzy czynią mi
honor, nosząc stroje weselne, które tak szczodrze ofiarowałem
wszystkim»”.
Gdy Jezus opowiedział tę przypowieść, miał
właśnie odprawić tłumy, kiedy przyjaźnie nastawiony
wierny, torując sobie drogę poprzez tłumy w jego kierunku,
zapytał: „Ale, Mistrzu, skąd my mamy wiedzieć o tych sprawach?
Jak mamy być gotowi na królewskie zaproszenie? Jaki znak nam dasz,
żebyśmy wiedzieli, że jesteś Synem Bożym”? I kiedy
Mistrz wysłuchał tego wszystkiego, powiedział: „Tylko jeden znak
będzie wam dany”. I wtedy, wskazując na swoje własne ciało,
kontynuował: „Zniszczcie tę świątynię, a ja w trzy dni
wzniosę ją na nowo”. Ale oni nie zrozumieli go i mówili między
sobą: „Prawie pięćdziesiąt lat budowana była ta
Świątynia, a on jednak mówi, że ją zburzy i wzniesie na
nowo w trzy dni”. Nawet jego apostołowie nie zrozumieli
doniosłości tego oświadczenia, ale później, po
zmartwychwstaniu, przypomnieli sobie, co wtedy powiedział.
Około szesnastej tego popołudnia Jezus skinął na swoich
apostołów i dał im do zrozumienia, że chce opuścić
Świątynię i iść do Betanii na kolację i nocny
odpoczynek. Gdy szli pod Górę Oliwną, Jezus powiedział
Andrzejowi, Filipowi i Tomaszowi, aby jutro założyli obóz bliżej
miasta, w którym będą mogli pozostać przez resztę tygodnia
paschalnego. Zgodnie z tym poleceniem, następnego dnia ustawili swoje
namioty w wąwozie na stoku górującym nad publicznym obozowiskiem
ogrodem Getsemane, na parceli ziemi należącej do Szymona z Betanii.
I znowu była to milcząca grupa Żydów, idących w
poniedziałkowy wieczór zachodnim stokiem Góry Oliwnej. Tych dwunastu ludzi
zaczynało przeczuwać, jak nigdy dotąd, że zdarzy się
coś tragicznego. Wczesnym rankiem, podczas spektakularnego oczyszczenia
Świątyni, obudziły się ich nadzieje, że zobaczą
Mistrza, jak domaga się należnego mu szacunku i jak objawia swoje
potężne moce; wydarzenia całego popołudnia przyniosły
tylko zawód, dlatego, że wszystkie wskazywały na nieuniknione
odrzucenie nauki Jezusa przez władze żydowskie. Wśród
apostołów zapanowało napięcie, znaleźli się pod
wielkim naciskiem straszliwej niepewności. Uświadomili sobie, że
tylko kilka krótkich dni może upłynąć pomiędzy
wydarzeniami dnia minionego a katastrofą zbliżającej się
zagłady. Wszyscy czuli, że stanie się coś straszliwego, ale
nie wiedzieli, czego się spodziewać. Rozeszli się na różne
miejsca na spoczynek, ale niewiele spali. Nawet bliźniacy Alfeusza w
końcu uświadomili sobie, że wydarzenia życia Mistrza
posuwają się szybko w kierunku kulminacyjnego punktu końcowego.