PRZEKAZ 166
OSTATNIA WIZYTA W PÓŁNOCNEJ PEREI
OD 11 do 20 lutego, Jezus z dwunastoma apostołami poszedł na
ostatnią turę po wszystkich miastach i wsiach północnej Perei,
gdzie pracowali towarzysze Abnera i członkinie grupy kobiecej.
Zauważono, że ci posłańcy ewangelii odnoszą sukcesy, a
Jezus wielokrotnie zwracał uwagę swoich apostołów na fakt,
że ewangelia królestwa może się szerzyć bez
towarzyszących jej cudów i dziwów.
Cała trzymiesięczna misja w Perei zakończyła się
pomyślnie z niewielką tylko pomocą ze strony dwunastu
apostołów, a w tamtym czasie ewangelia odzwierciedlała nie tyle
osobowość Jezusa, ile jego naukę. Jednak wyznawcy Jezusa
nie działali zbyt długo zgodnie z jego instrukcjami, gdyż
wkrótce po jego śmierci i zmartwychwstaniu odeszli od jego nauki i
zaczęli tworzyć wczesny Kościół w oparciu o cudowne
koncepcje i gloryfikowane wspomnienia o jego Bosko-ludzkiej osobowości.
1. FARYZEUSZE W
RAGABIE
W szabat, 18 lutego, Jezus przebywał w Ragabie, gdzie mieszkał
bogaty faryzeusz o imieniu Nataniel; a skoro całkiem pokaźna liczba
jego kolegów faryzeuszy szła za Jezusem i Dwunastoma po kraju,
przygotował on w ten szabatowy poranek śniadanie dla nich wszystkich,
w liczbie około dwudziestu osób i zaprosił Jezusa jako honorowego
gościa.
Kiedy Jezus przyszedł na śniadanie, przy stole siedziała
już większość faryzeuszy oraz dwóch czy trzech prawników.
Mistrz od razu zajął miejsce po lewej stronie Nataniela, nie
podchodząc do misek z wodą, aby umyć ręce. Wielu
faryzeuszy, szczególnie ci życzliwi jego nauce, wiedziało, że
mył ręce tylko dla zachowania czystości i że czuł
odrazę do czysto obrzędowych praktyk; więc nie byli zaskoczeni,
że poszedł bezpośrednio do stołu, bez dwukrotnego umycia
rąk. Ale Nataniel był zaszokowany tym, że Mistrz nie przestrzega
ścisłych wymagań obyczajów faryzeuszów. Jezus nie mył
również rąk po każdej potrawie ani też po skończonym
posiłku, jak to robili faryzeusze.
Po chwili szeptów pomiędzy Natanielem a nieprzyjaznym faryzeuszem z
prawej strony Jezusa i po wielu uniesieniach brwi oraz szyderczo wykrzywionych
ustach u tych, którzy siedzieli naprzeciw Mistrza, powiedział on w
końcu: „Myślałem, że zaprosiłeś mnie do tego
domu, abym połamał się z tobą chlebem i być może
zapytać mnie o to, co dotyczy głoszenia nowej ewangelii królestwa
Bożego; ale widzę, że sprowadziłeś mnie tutaj, abym
był świadkiem twojego obrzędowego poświęcania się
własnej obłudzie. Tę przysługę już mi
zrobiłeś; czym następnym uhonorujesz mnie jako swojego
gościa przy tej sposobności?”.
Gdy Mistrz tak się odezwał, oni patrzyli na stół i milczeli.
A ponieważ nikt nic nie mówił, Jezus kontynuował: „Wielu z was,
faryzeuszy, jest tutaj jako moi przyjaciele, niektórzy nawet jako moi
uczniowie, ale większość faryzeuszy uporczywie nie chce dostrzec
światła i uznać prawdy, nawet kiedy dzieło ewangelii
dokonało się przed nimi z wielką mocą. Jak starannie
czyścicie zewnętrzne strony kielichów i mis, podczas gdy naczynia
waszego duchowego pożywienia są brudne i skalane! Dbacie o to, aby
ludziom ukazywać pobożny i święty wygląd, ale wasze
dusze są wewnątrz wypełnione obłudą,
chciwością, zdzierstwem i wszelkim rodzajem duchowej
nikczemności. Wasi przywódcy ośmielają się nawet
spiskować i planują zabójstwo Syna Człowieczego. Czyż wy,
niemądrzy ludzie, nie rozumiecie, że Bóg z nieba przygląda
się wewnętrznym motywom duszy tak jak zewnętrznym pozorom i
waszym pobożnym oświadczeniom? Nie myślcie, że
rozdając jałmużnę i płacąc dziesięcinę,
oczyścicie się z nieprawości i staniecie się czyści w
obliczu Sędziego wszystkich ludzi. Biada wam, faryzeusze, którzy uparcie
odrzucacie światłość życia! Jesteście skrupulatni
w dziesięcinie i ostentacyjni w rozdawaniu jałmużny, ale
świadomie gardzicie Bożym nawiedzeniem i odrzucacie objawienie jego
miłości. Aczkolwiek dobre jest to, że przykładacie
uwagę do pomniejszych obowiązków, nie powinniście zostawiać
odłogiem nakazów ważniejszych. Biada wszystkim tym, którzy unikają
sprawiedliwości, odtrącają miłosierdzie i odrzucają
prawdę! Biada wszystkim tym, którzy gardzą objawieniem Ojca, kiedy
starają się o główne miejsca w synagodze i oczekują
schlebiających pozdrowień na jarmarkach!
Kiedy Jezus się podniósł, żeby wyjść, jeden z
prawników siedzących przy stole, zwrócił się do niego: „Ale
Mistrzu, w kilku swoich oświadczeniach zganiłeś także nas.
Czyż nie ma nic dobrego w uczonych w Piśmie, faryzeuszach czy
prawnikach?”. I Jezus, stojąc, odpowiedział prawnikowi: „Wy, podobnie
jak faryzeusze, lubicie pierwsze miejsca podczas świąt i nosicie
długie szaty, podczas gdy na ludzkie barki nakładacie
ciężkie brzemiona, trudne do uniesienia. I kiedy ludzkie dusze
uginają się pod tym ciężkim brzemieniem, nie kiwniecie
nawet palcem, by im ulżyć. Biada wam, co radośnie budujecie
grobowce prorokom, których wasi ojcowie zabili! A że przystajecie na to,
co zrobili wasi ojcowie, wychodzi na jaw wtedy, kiedy planujcie zabić tych,
którzy przyszli teraz i czynią to, co prorocy robili w swoich czasach –
głoszą sprawiedliwość Bożą i objawiają
miłosierdzie niebiańskiego Ojca. Ale za wszystkie przeszłe
pokolenia, krew proroków i apostołów będzie żądana od tego
przewrotnego i obłudnego pokolenia. Biada wszystkim prawnikom, którzy
odebrali klucz poznania zwykłym ludziom! Sami z siebie nie chcecie
wejść na drogę prawdy, a równocześnie przeszkadzacie
wszystkim innym, którzy chcą nią kroczyć. Ale nie możecie w
ten sposób zamknąć drzwi królestwa nieba; otwarliśmy je dla
wszystkich, którzy mają wiarę wejść i tych portali
miłosierdzia nie zamkną uprzedzenia i arogancja fałszywych
nauczycieli i nieprawdziwych pasterzy, podobnych pobielanym grobom, które,
chociaż z wierzchu wyglądają pięknie, wewnątrz
pełne są kości zmarłych i wszelkiego rodzaju duchowych
nieczystości”.
Gdy Jezus skończył swą mowę przy stole Nataniela,
wyszedł z domu i nie brał udziału w posiłku. Kilku
faryzeuszy, którzy słyszeli te słowa, uwierzyło w jego
naukę i weszli do królestwa, ale większa ich liczba szła
drogą ciemności, byli coraz bardziej zdeterminowani, żeby
przyłapać go na jakiejś wypowiedzi, której można by
użyć dla doprowadzenia go na proces i osądzenie przez Sanhedryn
w Jerozolimie.
Faryzeusze przywiązywali szczególną uwagę do trzech rzeczy:
1. Praktyki ścisłego
płacenia dziesięciny.
2. Skrupulatnego przestrzeganie
praw czystości.
3. Unikania kontaktu ze
wszystkimi, którzy nie byli faryzeuszami.
Tym razem Jezus chciał obnażyć duchową
jałowość pierwszych dwóch praktyk, podczas gdy swoje uwagi,
którymi miał zganić faryzeuszy za nieangażowanie się w
społeczne związki z tymi, którzy nie byli faryzeuszami, zachował
na inną późniejszą sposobność, kiedy ponownie
miał spożywać posiłek z wieloma takimi samymi ludźmi.
2.
DZIESIĘCIU TRĘDOWATYCH
Następnego dnia Jezus wraz z Dwunastoma poszedł do Amatus,
leżącego przy granicy z Samarią. Kiedy zbliżali się do
miasta, napotkali grupę dziesięciu trędowatych, którzy mieszkali
w pobliżu. W tej grupie było dziewięciu Żydów i jeden
Samarytanin. Zazwyczaj Żydzi unikali jakiegokolwiek obcowania czy
kontaktowania się z Samarytanami, ale wspólnego nieszczęścia
było aż nadto, aby przezwyciężyć wszystkie religijne
uprzedzenia. Wiele słyszeli o wcześniejszych cudach i uzdrowieniach
dokonanych przez Jezusa, a ponieważ Siedemdziesięciu zazwyczaj
zawiadamiało, kiedy się można spodziewać przybycia Mistrza,
gdy z Dwunastoma wychodził na obchód, dziesięciu trędowatych
wiedziało, że spodziewano się go w tej okolicy mniej więcej
w tym czasie; dlatego też stali na straży na peryferiach miasta,
gdzie mieli nadzieję zwrócić uwagę Jezusa i prosić o
uzdrowienie. Gdy trędowaci spostrzegli zbliżającego się do
nich Jezusa, nie śmieli się zbliżyć się do niego,
tylko stali w pewnej odległości wołając do niego: „Mistrzu,
zmiłuj się nad nami, oczyść nas z naszej choroby. Uzdrów
nas tak, jak uzdrowiłeś innych”.
Jezus właśnie wyjaśniał Dwunastu, dlaczego
nie-Żydzi z Perei, razem z mniej ortodoksyjnymi Żydami, bardziej byli
skłonni uwierzyć w ewangelię głoszoną przez
Siedemdziesięciu niż bardziej ortodoksyjni i ograniczeni
tradycją Żydzi z Judei. Zwrócił uwagę na to, że ich
orędzie zostało lepiej przyjęte przez Galilejczyków, a nawet
przez Samarytan. Ale dwunastu apostołów nie było jeszcze skłonnych
do okazywania życzliwych uczuć tak długo pogardzanym
Samarytanom.
Dlatego też, kiedy Szymon Zelota dostrzegł Samarytanina
między trędowatymi, starał się nakłonić Mistrza,
aby poszedł do miasta, nie próbując nawet wymieniać z nimi
pozdrowień. Jezus rzekł do Szymona: „A jeśli Samarytanin kocha
Boga tak samo, jak Żydzi? Czy powinniśmy osądzać naszych
współbraci ludzi? Któż to wie? Jeżeli uzdrowimy tych
dziesięciu, być może Samarytanin okaże się nawet
bardziej wdzięczny niż Żydzi. Czy jesteś pewny swoich
poglądów Szymonie”? I Szymon szybko odrzekł: „Jeżeli ich
oczyścisz, wkrótce się przekonasz”. Jezus odpowiedział: „Tak
więc się stanie, Szymonie i wkrótce będziesz znał
prawdę o wdzięczności ludzkiej i przepełnionym
miłością miłosierdziu Bożym”.
Jezus, zbliżając się do trędowatych, powiedział:
„Jeżeli chcecie być zdrowi, idźcie natychmiast i pokażcie
się kapłanom, jak tego wymaga Prawo Mojżesza”. I kiedy poszli,
zostali uzdrowieni. Ale kiedy Samarytanin zobaczył, że został
uzdrowiony, zawrócił z drogi i szukając Jezusa, donośnym
głosem zaczął wychwalać Boga. A kiedy znalazł Mistrza,
upadł na kolana u jego stóp i dziękował za uzdrowienie.
Dziewięciu innych, Żydów, także zauważyło, że
są uzdrowieni i chociaż również byli wdzięczni za
oczyszczenie, szli dalej swoją drogą, żeby się pokazać
kapłanom.
Kiedy Samarytanin wciąż jeszcze klęczał u stóp Jezusa,
Mistrz, spoglądając na Dwunastu, a zwłaszcza na Szymona
Zelotę, powiedział: „Czyż nie dziesięciu zostało
oczyszczonych? Więc gdzie jest pozostałych dziewięciu,
Żydów? Tylko jeden, ten cudzoziemiec, wrócił, aby chwalić Boga”.
I wtedy rzekł do Samarytanina: „Wstań i idź swoją
drogą, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Gdy obcy odszedł, Jezus znowu popatrzył na swoich apostołów.
I wszyscy apostołowie, z wyjątkiem Szymona Zeloty, który
spuścił oczy, spojrzeli na Jezusa. Żaden z Dwunastu nie
odezwał się słowem. Tak samo Jezus nic nie mówił, bo
było to zbyteczne.
Jezus nakazał Dwunastu, aby nic nie mówili o oczyszczeniu
trędowatych, a kiedy wchodzili do Amatus, odezwał się:
„Widzicie, jak to jest, że dzieci tego domu, nawet kiedy są
nieposłuszne woli Ojca, przyjmują błogosławieństwa za
rzecz oczywistą. Myślą, że to niewiele znaczy, jeśli
zapomną podziękować, gdy Ojciec obdarzy ich zdrowiem, ale obcy,
kiedy dostaną dar od głowy domu, są przepełnieni zdumieniem
i zmuszeni dziękować za te dobra, którymi ich obdarzono”. I
apostołowie nadal nie odpowiadali na słowa Jezusa.
3. KAZANIE W
GERASIE
Gdy Jezus z Dwunastoma odwiedził posłańców królestwa w
Gerasie, jeden z faryzeuszy, który w niego wierzył, zadał mu takie
pytanie: „Panie, niewielu czy też wielu ludzi naprawdę będzie
zbawionych?”. I Jezus mu odpowiedział:
„Byliście nauczani, że tylko dzieci Abrahama zostaną
zbawione; że tylko adoptowani nie-Żydzi mogą się
spodziewać zbawienia. Niektórzy z was rozumują tak, że skoro
napisano w Piśmie, iż spośród wszystkich zastępów, jakie
wyszły z Egiptu tylko Kaleb i Jozue żyli i weszli do ziemi obiecanej,
stosunkowo niewielu z tych, którzy się starają o królestwo nieba,
wejdzie do niego.
Macie także inne powiedzenie i zawiera ono sporo prawdy: że
droga, która prowadzi do życia wiecznego, jest prosta i wąska,
że drzwi, które prowadzą do niego tak samo, są wąskie, tak
więc spośród tych, którzy pragną zbawienia, tylko niewielu
wejdzie przez te drzwi. Macie także nauczanie, że droga, która
prowadzi do zguby, jest szeroka, że wejście na nią szerokie i
że jest wielu takich, którzy zechcą iść tą drogą.
I to przysłowie nie jest bez sensu. Ale ja oświadczam, że
zbawienie jest przede wszystkim sprawą waszego osobistego wyboru. Nawet
jeśli drzwi drogi życia są wąskie, na tyle są
szerokie, żeby wpuścić wszystkich tych, którzy szczerze
chcą wejść, gdyż ja jestem tymi drzwiami. I Syn nigdy nie odmówi
wejścia żadnemu dziecku wszechświata, które przez wiarę
szuka Ojca poprzez Syna.
Ale tu jest niebezpieczeństwo dla wszystkich tych, którzy chcą
odwlec swe wejście do królestwa, kiedy wciąż gonią za
przyjemnościami swej niedojrzałości i zaspokajają swoje
samolubstwo. Odmówiwszy wejścia do królestwa jako doświadczenia
duchowego, mogą potem próbować wejść do niego, kiedy
chwała lepszej drogi zostanie objawiona w czasach, które nadejdą. I
kiedy ci, którzy gardzili królestwem, kiedy ja przyszedłem w formie
człowieczej, będą szukali wejścia, kiedy królestwo zostanie
objawione w formie boskiej, wtedy wszystkim takim, samolubnym, będę
mówił: nie wiem, skąd jesteście. Mieliście swoją
szansą przygotować się do niebiańskiego obywatelstwa, ale
oddaliliście wszelkie takie propozycje miłosierdzia;
odrzuciliście wszystkie zaproszenia do wejścia, kiedy drzwi były
otwarte. Teraz dla was, którzy nie chcieliście zbawienia, drzwi są
zamknięte. Te drzwi nie są otwarte dla tych, którzy chcą wejść
do królestwa dla samolubnej chwały. Zbawienie nie jest dla tych, którzy
nie chcą płacić ceny szczerego poświęcenia się
czynieniu woli mojego Ojca. Kiedy w duchu i duszy odwróciliście się
od królestwa Ojca, nie ma sensu stać w umyśle i w ciele przed tymi
drzwiami i kołatać, mówiąc: «Panie, otwórz nam, my także
chcemy być wielcy w królestwie». Wtedy oświadczę wam, że
nie jesteście z mojej owczarni. Nie przyjmę was do grona tych, którzy
stoczyli prawdziwą walkę o wiarę i zdobyli nagrodę za
bezinteresowną służbę w królestwie na Ziemi. A kiedy
powiecie: «Czyż nie jedliśmy i nie piliśmy z tobą i czy nie
nauczaliśmy na naszych ulicach?», wtedy ponownie oświadczę wam,
że jesteście duchowo obcy; że nie byliśmy braćmi
służącymi w Ojcowskiej służbie miłosierdzia na
Ziemi; że was nie znam; i wtedy Sędzia całej Ziemi wam powie:
«Odejdźcie od nas wszyscy, którzy radowaliście się z dzieł
nikczemności».
Ale nie bójcie się; każdy z was, który szczerze pragnie
znaleźć życie wieczne, wchodząc do królestwa Bożego, z
pewnością znajdzie takie wieczne zbawienie. Ale wy, którzy odrzucacie
to zbawienie, ujrzycie pewnego dnia proroków z nasienia Abrahama,
siedzących z wierzącymi z narodów nieżydowskich w tym
pełnym chwały królestwie, spożywających chleb życia i
orzeźwiających się wodą życia. A ci, którzy w ten
sposób przyjmą królestwo w duchowej mocy i przez wytrwały szturm
żywej wiary, przyjdą z północy i południa, ze wschodu i
zachodu. I ujrzycie, że wielu pierwszych będzie ostatnimi, a wielu
ostatnich często będzie pierwszymi”.
Była to naprawdę nowa i dziwna wersja starej i znanej
przypowieści o prostej i wąskiej drodze.
Powoli apostołowie i wielu uczniów uczyło się sensu
wcześniejszego oświadczenia Jezusa: „Jeżeli nie narodzicie
się ponownie, nie narodzicie się z ducha, nie możecie
wejść do królestwa Bożego”. Tym niemniej dla wszystkich tych,
którzy mają uczciwe serca i szczerą wiarę, pozostaje
wieczną prawdą: „Oto stoję u drzwi serc ludzkich i pukam i
jeśli ktokolwiek mi otworzy, wejdę i będę jadł z nim i
karmił go chlebem życia; będziemy jednością w duchu i
celu i tak będziemy zawsze braćmi w długiej i owocnej
służbie poszukiwania Rajskiego Ojca”. I tak czy tylko kilku, czy
też wielu będzie zbawionych, zależy od tego, czy kilku, czy
wielu posłucha zaproszenia: „Jestem drzwiami, jestem nową i
żywą drogą i ktokolwiek pragnie, może wejść i
rozpocząć niekończące się poszukiwanie prawdy
wiecznego życia”.
Nawet apostołowie nie mogli w pełni zrozumieć nauki Jezusa o
konieczności użycia siły duchowej w celu przełamania
wszelkiego materialnego oporu i pokonania każdej ziemskiej przeszkody,
która może stanąć na drodze do zrozumienia najważniejszych
duchowych wartości nowego życia w duchu, życia wyzwolonych synów
Bożych.
4. NAUKA O
WYPADKACH
Podczas gdy większość Palestyńczyków jadła tylko
dwa posiłki dziennie, zwyczajem Jezusa i apostołów, kiedy byli w
drodze, była południowa przerwa na odpoczynek i pokrzepienie
się. Podczas takiej południowej przerwy w drodze do Filadelfii Tomasz
zapytał Jezusa: „Mistrzu, słysząc twoje uwagi, gdy szliśmy
dzisiaj rano, chciałbym się dowiedzieć, czy istoty duchowe
wywołują dziwne i niezwykłe zdarzenia w materialnym świecie
i jeszcze chciałbym zapytać, czy aniołowie i inne duchowe istoty
mogą zapobiec wypadkom?”.
Jezus odpowiedział na pytanie Tomasza: „Jestem z wami już tak
długo, a wciąż jeszcze zadajecie mi takie pytania? Czy nie
zauważyliście, jak żyje Syn Człowieczy jako jeden z was i
konsekwentnie nie chce używać sił nieba dla osobistego wsparcia?
Czyż nie żyjemy w taki sposób, jak żyją wszyscy ludzie? Czy
widzicie moc duchowego świata objawiającą się w materialnym
życiu tego świata, wyjąwszy objawienie Ojca a czasami
uzdrowienie jego dotkniętych chorobą dzieci?
Zbyt długo wasi ojcowie wierzyli, że pomyślność
jest znakiem Boskiej aprobaty a przeciwności dowodem Boskiego
niezadowolenia. Oświadczam, że takie wierzenia są
przesądami. Czyż nie dostrzegacie, że daleko więcej
biednych niż bogatych radośnie przyjmuje ewangelię i natychmiast
wchodzi do królestwa? Jeśli bogactwo byłoby dowodem Boskich
względów, dlaczego bogaci tak często nie chcą uwierzyć w tę
dobrą nowinę z nieba?
Ojciec sprawia, że jego deszcz pada na sprawiedliwych i
niesprawiedliwych; słońce jednakowo świeci prawemu i nieprawemu.
Wiecie o tych Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z ofiarami,
a ja wam mówię, że ci Galilejczycy nie byli w żaden sposób
większymi grzesznikami niż wszyscy ich współbracia tylko
dlatego, że im się to przydarzyło. Wiecie także o
osiemnastu ludziach, na których zawaliła się wieża Syloe i ich
zabiła. Nie myślcie, że ci ludzie, którzy wtedy zostali zabici,
byli większymi złoczyńcami niż ich bracia w Jerozolimie. Ci
ludzie byli po prostu niewinnymi ofiarami jednego z wypadków czasu.
W waszym życiu wystąpić mogą trzy grupy wydarzeń:
1. Możecie uczestniczyć
w tych normalnych wydarzeniach, które są częścią tego
życia, jakim wy i wasi współbracia żyjecie na powierzchni Ziemi.
2. Możecie przypadkiem
stać się ofiarą jednego z wielu wypadków przyrody, jednego z
ludzkich nieszczęść, w pełni zdając sobie sprawę
z tego, że te zjawiska nie są w żaden sposób uprzednio zaaranżowane
przez siły duchowe tej domeny.
3. Możecie zbierać
żniwo waszych bezpośrednich wysiłków, zmierzających do
dostosowania się do praw przyrody rządzących tym światem.
Był pewien człowiek, który w swoim ogrodzie zasadził drzewo
figowe i kiedy wiele razy szukał na nim owocu, a nie znalazł
żadnego, wezwał winogrodników i powiedział: «Przychodzę
tutaj trzy sezony, szukając owocu na tym drzewie figowym, a nie
znalazłem żadnego. Zetnijcie to jałowe drzewo, po co ma
ciążyć ziemi?». Ale główny ogrodnik odpowiedział swemu
panu: «Zostaw je jeszcze na rok, abym mógł je okopać dookoła i
podłożyć nawozu, i wtedy, w przyszłym roku, jeśli nie
obrodzi owocem, będzie ścięte». I kiedy w ten sposób
przestrzegali praw płodności, ponieważ drzewo żyło i
było dobre, zostali nagrodzeni obfitym plonem.
Odnośnie chorób i zdrowia, powinniście wiedzieć, że te
stany ciała są wynikiem przyczyn materialnych; zdrowie nie jest
uśmiechem nieba, tak samo, jak choroba nie jest wyrazem dezaprobaty
Bożej.
Ludzkie dzieci Ojca mają jednakowe możliwości przyjmowania
błogosławieństw materialnych; dlatego też Ojciec obdarza
rzeczami materialnymi dzieci ludzkie bez dyskryminacji. Jeśli chodzi o
obdarzanie darami duchowymi, Ojciec ograniczony jest ludzką
zdolnością przyjmowania takich Boskich darów. Chociaż Ojciec nie
ma względu na osoby, w obdarzaniu darami duchowymi jest ograniczony
wiarą człowieka i jego gotowością przestrzegania zawsze
woli Ojca”.
Kiedy szli w kierunku Filadelfii, Jezus wciąż ich uczył i
odpowiadał na pytania dotyczące wypadków, chorób i cudów, ale oni nie
potrafili w pełni zrozumieć tych nauk. Godzina nauczania nie zmieni
zupełnie przekonań całego życia, więc Jezus uznał
za konieczne powtarzanie swego orędzia, mówienie raz za razem tego, co
chciał, żeby zrozumieli; ale nawet wtedy nie udało im się
pojąć sensu jego ziemskiej misji, aż dopiero po jego
śmierci i zmartwychwstaniu.
5. KONGREGACJA W
FILADELFII
Jezus z Dwunastoma szedł odwiedzić Abnera i jego
współpracowników, którzy głosili kazania i nauczali w Filadelfii. To
właśnie w Filadelfii, największa spośród wszystkich miast
Perei grupa Żydów i nie-Żydów, bogatych i biednych,
wykształconych i niewykształconych, przyjęła nauki
Siedemdziesięciu, wchodząc tym samym do królestwa nieba. Synagoga w
Filadelfii nigdy nie była pod nadzorem Sanhedrynu z Jerozolimy i dlatego
też nigdy nie została zamknięta przed naukami Jezusa i jego
towarzyszy. W tym właśnie czasie Abner nauczał trzy razy
dziennie w synagodze w Filadelfii.
Ta właśnie synagoga została później Kościołem
chrześcijańskim i główną siedzibą misji szerzącej
ewangelię na regiony wschodnie. Długo pozostawała ona bastionem
nauczania Mistrza i przez stulecia stała samotnie w tym regionie jako
centrum nauki chrześcijańskiej.
Było to niefortunne dla Abnera, że nie zgadzał się ze
wszystkimi przywódcami wczesnego Kościoła
chrześcijańskiego. Poróżnił się z Piotrem i Jakubem
(bratem Jezusa), kwestionując administrację i jurysdykcję
Kościoła z Jerozolimy; zerwał z Pawłem na skutek
różnic filozoficznych i teologicznych. W swojej filozofii Abner był
bardziej Babilończykiem niż hellenistą i uparcie przeciwstawiał
się wszystkim próbom przeróbek nauk Jezusa, dokonywanych przez Pawła,
żeby potem można je było przedstawić tak, aby budziły
mniejsze opory, po pierwsze u Żydów, a potem u Greko-Rzymian
wierzących w misteria.
W ten sposób Abner zmuszony był żyć w izolacji. Był
głową Kościoła, który nie miał żadnej pozycji w
Jerozolimie. Ośmielił się przeciwstawić Jakubowi, bratu
Pańskiemu, którego później poparł Piotr. Takie postępowanie
faktycznie oddzielało go od wszystkich jego dawnych współpracowników.
Potem ośmielił się sprzeciwić Pawłowi. Aczkolwiek
był bardzo życzliwy Pawłowi i jego misji prowadzonej dla
nie-Żydów i chociaż popierał go w jego sporach z
Kościołem w Jerozolimie, ostro przeciwstawiał się tej
wersji nauk Jezusa, jaką Paweł postanowił głosić. U
schyłku swego życia Abner potępiał Pawła jako
„sprytnego fałszerza życiowej nauki Jezusa z Nazaretu, Syna Boga
żywego”.
W końcowych latach życia Abnera i jakiś czas później
wierzący z Filadelfii trzymali się bardziej rygorystycznie religii
Jezusa, tak jak nią Jezus żył i jak jej nauczał, niż
jakakolwiek inna grupa ludzi na Ziemi.
Abner dożył 89 lat i zmarł 21 listopada, roku 74 n.e. w
Filadelfii. I do samego końca był wiernym wyznawcą i
nauczycielem ewangelii królestwa niebiańskiego.